Prezes Fundacji Insulinooporność- zdrowa dieta i zdrowe życie, instruktor sportowy o spec. nordic walking i fitness. Pacjentka z insulinoopornością, Hashimoto, celiakią i PCOS. Autorka książki Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie oraz bloga www.insulinoopornosc.com

Dzisiaj w końcu wybrałam się na siłownię. Po 9 miesiącach ciąży oraz 1.5 roku macierzyństwa podjęłam decyzję: koniec ćwiczenia w domu. Wracam na siłownię.

Nie byłam w takim miejscu ponad 2.5 roku! Aż ciężko mi w to uwierzyć, biorąc pod uwagę, że przed tą przerwą byłam prawie częstszym bywalcem siłowni i klubów fitness niż własnego mieszkania.

Jeśli dobrze liczę, to na siłowni spędziłam jakieś dobre 7-8 lat swojego życia. Wliczam w to treningi na siłowni, zajęcia fitness itp. Oczywiście nie ciągiem, z przerwami na spadek motywacji i wypalenie sportowe.

Zawsze popełniałam mnóstwo błędów. W efekcie moja ciężka praca kończyła się tak, że po dwóch miesiącach szukałam kupca na mój roczny karnet lub po prostu rezygnowałam z uczestnictwa. Intensywne treningi kończyły się pogorszeniem samopoczucia, wypaleniem sportowym, spadkiem motywacji lub monotonią treningową, która sprawiała, że na myśl, że mam ruszyć na trening robiło mi się nie dobrze.

O tym jak powinna wyglądać aktywność fizyczna i trening w insulinooporności przeczytać w TYM poście!

Dzisiaj przyszłam jakby odmieniona… :D Pierwszy raz w życiu zrobiłam to tak jak powinnam! Bez zamęczania się, bez narzucania sobie zbyt intensywnego treningu i popełniania STANDARDOWYCH BŁĘDÓW NOWEGO BYWALCA KLUBU FITNESS.

Zobaczcie co zrobić, żeby również Wasze wizyty na siłowni były nie tylko efektywne ale nie powodowały spadku motywacji.

Po 1.
Kupując karnet na siłownię nie rzucaj się na OPEN.

Wiem, że gdy podejmujemy decyzję, żeby zapisać się do klubu fitness to mamy w sobie na tyle dużo motywacji, że od razu kupujemy karnet OPEN, żeby ruszyć ostro z treningami! I zwykle tak się dzieje. Godzina na siłowni, potem dwie godziny fitnessu i tak kilka razy w tygodniu. W końcu karnet OPEN! – trzeba korzystać!

Ja też tak robiłam wielokrotnie, w efekcie po dwóch miesiącach już mi się nudziło lub brakowało czasu, pojawiały się wymówki. Tym razem kupiłam 4 wejścia w miesiącu. Wiem, że nie będę miała więcej czasu niż pojawić się raz w tygodniu na siłowni. W końcu pracuję, mam małe dziecko itd… Raz w tygodniu jest realne, że będę chodzić. I zrobiłam to mimo pokusy karnetu open, który był nie wiele droższy. Jeśli złapię bakcyla, poprawię kondycję i znajdę więcej czasu, to rozważę karnet na większą liczbę wejść.

Po 2.
LEKKI TRENING.

Wiedząc, że przerwa od ćwiczeń na siłowni była długa, i mimo, że ćwiczę w domu, to mój trening był lekki. Nie chciałam się zakatować na starcie. Kiedyś pewnie bym wskoczyła na 30 minut na bieżnie, potem godzinę mocno ćwiczyła na siłowni, potem jakiś fitness i do domu.  Następnego dnia miałabym koszmarne zakwasy i bóle całego ciała ;) tym razem wyglądało to tak:

-10 minut marszu na bieżni
– ćwiczenia z wolnymi ciężarami – 3 kg hantelki (bicepsy, tricepsy, plecy, przysiady, wykroki)
– ćwiczenia na brzuch na maszynach, brzuszki na ławce
(Wszystko tylko 1 seria po 10 powtórzeń)
– rozciąganie

Cały trening trwał 30 minut.

Nie chciałam być przemęczona, pamiętałam o kortyzolu i spokojnych ćwiczeniach wzmacniających mięśnie.

Wrócę tu za tydzień i znowu zrobię 30minutowy trening a kolejne dwa już 40 minutowe. Docelowo będę je wydłużać aż do 60 minut. Dojdę do etapu gdy moja kondycja się poprawi na tyle, że będę mogła marsz na bieżni zamienić na trucht a później bieg. Ale wszystko stopniowo i powoli.

Po 3.
Wolne ciężary, nie maszyny.

Kiedyś bym ćwiczyła głównie na maszynach, tak jak robi to większość nowicjuszy. Jednak najlepsze efekty osiągniemy ćwicząc z wolnymi ciężarami. I takiego wyboru też dokonałam. Ruszyły hantelki.

Po 4.
Nie musi Ci pot cieknąc po twarzy.

Niektórzy myślą, że żeby czuć, że trening jest zrobiony, musi ociekać potem. To nie prawda. Mokre czoło i koszulka, trudności ze złapaniem oddechu i czołganie się do szatni to nie jest wyznacznik dobrego treningu a u insulinoopornych wręcz przeciwnie. Co też nie oznacza, że nie powinieneś się lekko zmęczyć ;)

Tym razem też nie weszłam do szatni z przyklejonymi włosami do czoła, nie dyszałam jak pies Pluto ani nie czołgałam się. Byłam przyjemnie zmęczona i pełna energii.

Po 5.
Fun. Muzyka. Uśmiech. To jest Wasz czas! Dla Waszego ciała, zdrowia! Oczyśćcie głowę z problemów i skoncentrujcie się na sobie i swoim ciele. Każde ćwiczenie wykonujcie dokładnie. Nie liczy się ilość powtórzeń i tempo tylko jakość ich wykonywania. Lepiej zrobić mniej powtórzeń ćwiczenia ale dokładniej je wykonać niż więcej i byle jak.

POWODZENIA! :)

Na koniec przypominajka: CZY INSULINOOPORNY MOŻE ĆWICZYĆ NA SIŁOWNI? I inne pytania z naszej akcji ZAPYTAJ EKSPERTA. Chcesz poznać odpowiedzi endokrynolog Magdaleny Jagiełło oraz dietetyczek dr inż Katarzyny Kowalcze oraz mgr Małgorzaty Słomy? PRZECZYTAJ TU!

Fundacja Insulinooporność