Kochani, zapraszam Was do przeczytania kolejnego wywiadu w ramach cyklu #POGADAJMY O IO . Dzisiaj rozmawiam z mgr Małgorzatą Jackowską – dietetykiem, specjalistką żywienia człowieka, promotorką karmienia piersią i doulą. Prywatnie mama dwóch chłopców, pasjonatka tematów związanych z żywieniem i dietetyką oraz związanych z okresem ciąży, porodu i karmienia piersią. Kocha gotowanie, dobre jedzenie, gorzką czekoladę i kawę. Prowadzi szkolenia i warsztaty z zakresu dietetyki z dużym naciskiem na dietetykę dziecięcą oraz dla kobiet w ciąży i podczas karmienia piersią. Na pewno znacie ją z projektów dotyczących BLW i rozszerzania diety niemowlętom. Autorka bloga  www.malgorzatajackowska.com oraz fanpage’a Małgorzata Jackowska – dietetyka dla mam i dzieci. Małgosię możecie spotkać 3 marca 2018 na warsztatach organizowanych przez naszą Fundację w Poznaniu. Więcej informacji TU. Zapraszamy!

Dominika Musiałowska: Edukujesz, prowadzisz projekty i warsztaty zarówno w tematyce żywienia dzieci i niemowląt, laktacji oraz żywienia kobiet w ciąży. W której z tych dziedzin jest najwięcej pracy pod kątem np. uświadamiania społeczeństwa i dlaczego? 

Małgorzata Jackowska: Mam wrażenie, że we wszystkich tych tematach jest mnóstwo do zrobienia. Wszystkie te tematy są ze sobą mocno powiązane ale każdy ma trochę inną specyfikę. Temat laktacji jest owiany wieloma mitami (zaczynając od „diety mamy karmiącej”, przez niedobór wiedzy na temat tego że jest to normalny sposób żywienia również po okresie niemowlęcym i może być częścią diety dziecka np w drugim roku życia, aż po kontrowersje związane z publicznym karmieniem piersią). Żywienie niemowląt nadal kojarzy się głównie z gotową żywnością i karmieniem papkami a obawy rodziców się właściwie nie kończą, bo nie wiadomo co można dziecku podać, ile powinno zjadać, itd. Żywienie w ciąży może jest bardziej dokładnie opisanym tematem, więcej dietetyków się tym zajmuje. Ale mam wrażenie, że każdy z tych tematów wymaga jeszcze wielu działań edukacyjnych zarówno skierowanych do rodziców jak i specjalistów i społeczeństwa.  

DM: Gdy zaszłam w ciążę, bardzo szybko trafiłam na Twojego bloga, który jest niesamowitą kopalnią wiedzy. Dzięki niemu dowiedziałam się niemal wszystkiego na temat karmienia piersią oraz żywienia maluchów, rozszerzenia diety oraz BLW. Myślę, że dzięki temu karmię moja córkę piersią od 16 miesięcy i końca nie widać :) ale wiele matek kończy karmienie bardzo wcześnie. Mówią, że nie mają pokarmu, że dziecko się nie najada i nie przybiera, albo ze przybiera za dużo… Czy naprawdę tak jest? Z czego wynika szybka rezygnacja z karmienia piersią? 

MJ: Bardzo się cieszę, że miałam swój mały udział w Waszym karmieniu :) Chociaż ciągle mam wrażenie, że jeszcze mnóstwo tematów brakuje na moim blogu… Wczesne przerywanie karmienia piersią to niestety powszechna sprawa. W Polsce do końca pierwszego roku życia karmionych piersią jest około 10% dzieci, a połowa przestaje dostawać mleko swojej mamy już w pierwszych dwóch miesiącach życia. To jest wypadkowa wielu czynników, które są opisane przez organizacje promujące zdrowie. Te czynniki to przede wszystkim braki w systemie opieki zdrowotnej (brak wiedzy i systemowego wsparcia w pierwszych dniach po porodzie, niestety niewystarczająca edukacja specjalistów zajmujących się opieką medyczną nad mamami i dziećmi – lekarzy, położnych, ale też dietetyków) a jednocześnie bardzo prężne i dosyć agresywne działania marketingowe producentów mleka modyfikowanego i żywności dla niemowląt i małych dzieci. W szpitalach niemal zawsze dostępna jest za darmo gotowa mieszanka dla niemowląt a mleko z banku mleka albo fachowa porada laktacyjna to rzadkość. Jeśli do tego dodamy brak znajomości zasad fizjologii laktacji i nie wiemy, że w pierwszych dobach po porodzie żołądek noworodka jest maleńki, dlatego mleka wystarczy nawet jeśli nie tryska strumieniem i nie wiemy, że pierwsze tygodnie karmienia piersią mają kluczowy wpływ na „zaprogramowanie” piersi na dalszy czas laktacji, to niestety szybko może dojść do stopniowego odstawienia od piersi.. Włączenie dokarmiania z butelki i podawanie sztucznego mleka bardzo często prowadzi do zmniejszenia się produkcji mleka i mniej skutecznego opróżniania piersi przez dziecko a to prostadroga do całkowitej rezygnacji z karmienia piersią. 
Ten brak wiedzy dotyczy nas jako rodziców ale moim zdaniem ogromną rolę stanowi fachowa wiedza i wsparcie medyków. Jeżeli lekarz pediatra zamiast podpowiedzieć konsultację laktacyjną lub pomóc w przystawianiu dziecka do piersi poleci podanie mieszanki z butelki, to trudno nam jako rodzicom uwierzyć, że nie jest to dobre rozwiązanie.. 

DM: Jaki wpływ na otyłość dzieci w późniejszych latach, ma karmienie piersią?

MJ: Skład mleka matki jest optymalny dla jej dziecka, tego dokładnie, które w tym okresie jest karmione piersią. Wszystkie składniki które dziecko otrzymuje z mlekiem mamy są najwłaściwsze gatunkowo – białka mleka kobiecego (jak wiemy ze studiów dietetycznych) są białkami wzorcowymi – a więc są w pełni wykorzystywane przez organizm dziecka, na dodatek pełnią funkcje immunologiczne, wpływają korzystnie na jego układ odpornościowy, wspierają trawienie i dojrzewanie układu pokarmowego. W mleku mamy nie ma zamienników typu oleje roślinne czy modyfikowane białka. Na dodatek w mleku znajdują się oligosacharydy (które działają jak pożywka dla bakterii jelitowych dziecka), żywe komórki, w tym komórki macierzyste, hormony, witaminy i składniki mineralne w potrzebnych dziecku proporcjach. Nic tam się nie dzieje przypadkiem. Na dodatek mleko matki jest lekkostrawne więc dzieci zgłaszają się zwykle na karmienia częściej niż przy karmieniu mieszanką, co może sprawiać wrażenie, że mleka jest za mało lub jest mało odżywcze, ale jest to normalne zachowanie dla niemowlęcia czy małego dziecka karmionego piersią. Nie udało się jeszcze określić dokładnych mechanizmów które odpowiadają za ochronne działanie karmienia piersią w stosunku do występowania otyłości czy chorób cywilizacyjnych bo do tego trzeba by przeprowadzić badania z randomizacją, a to z przyczyn etycznych jest raczej nie do zrobienia aktualnie. Ale dostępne metaanalizy zbierające wiedzę na temat wpływu sposobu karmienia na występowanie infekcji, otyłości i chorób cywilizacyjnych (cukrzycy typu II, nowotworów, zaburzeń lipidowych itd) pokazują, że karmienie sztuczne zwiększa ryzyko wystąpienia wielu z nich w okresie dzieciństwa i w późniejszym życiu. Oczywiście dzieci, które z jakiegoś powodu nie są karmione naturalnie powinny dostawać mieszankę przeznaczoną dla niemowląt, bo to w takiej sytuacji będzie najlepsze i najbezpieczniejsze rozwiązanie. Ale z punktu widzenia wspierania rodziców powinno być zrobione wszystko, żeby udało się karmić dziecko naturalnie. To rozwiązanie najlepsze dla zdrowia dziecka, ale też matki (karmienie piersią zmniejsza ryzyko chorób cywilizacyjnych i nowotworów również u kobiet, które karmią piersią). 
Dla mnie wyjaśnienie jest dosyć oczywiste – karmienie mlekiem mamy jest naturalnym rozwiązaniem i pozwala na optymalny rozwój i programowanie metabolizmu dziecka. 

DM: Mówi się ze dziecko powinno być karmione wyłącznie piersią do końca 6. miesiąca. Co to znaczy? 

MJ: To znaczy że w pierwszym półroczu życia nie powinno otrzymywać żadnych innych produktów – soczków, przecierów, wody, herbatek itd. Wyjątkiem są konieczne leki i witaminy. Co ciekawe, eksperci (ESPGHAN 2017) zalecają, aby nie różnicować wytycznych ze względu na sposób karmienia (naturalnie lub mieszanką), tylko że zalecenia są takie same dla wszystkich dzieci.  

DM: Moja córka bardzo szybko przybierała na masie przez pierwsze miesiące życia. Mając zaledwie kilka miesięcy wielkościowo przypominała 2-letnie dziecko, co nas bardzo niepokoiło… Później to się zmieniło i teraz wygląda jak zupełnie normalne 16-miesięczne dziecko bez oznak nadwagi. Z czego wynika tak szybki przyrost masy ciała u dzieci będących tylko na mleku matki? 

MJ: Tego do końca nie wiadomo, ale faktycznie niektóre dzieci przybierają na wadze bardzo szybko w pierwszych miesiącach karmienia piersią. Oczywiście w takiej sytuacji warto sprawdzić, czy sytuacja nie wynika z jakiegoś zaburzenia hormonalnego, przeprowadzić wywiad i często prowadząc konsultacje dietetyczne w takich przypadkach konsultuję się dodatkowo z lekarzem pediatrą, pytam też o ewentualne konsultacje z doradcą laktacyjnym, ale też o gabaryty rodziców, szczególnie w okresie niemowlęcym. Ciekawe jest natomiast, że skład ciała „dużych” dzieci karmionych naturalnie jest inny niż karmionych mlekiem modyfikowanym. Odkładana tkanka tłuszczowa to w dużej mierze tkanka brunatna, którą organizm z czasem wykorzystuje na cele energetyczne, a więc często kiedy dziecko zaczyna się ruszać powoli fałdki znikają a maluch smukleje. Tak jak opisałaś w Waszej sytuacji. Na pewno nie należy odchudzać niemowląt (a naprawdę takie zalecenia rodzice dostają..), wydłużać im przerw między posiłkami albo oszukiwać wodą. Wysoka pozycja na siatce centylowej nie jest też wskazaniem do wcześniejszego rozszerzania diety.   

DM: Jak już o rozszerzaniu diety mowa… To kiedy rozszerzać?  Po 4. miesiącu czy po 6. miesiącu? Skąd ta walka i niejasności w tym temacie i dlaczego na słoiczkach dla dzieci jest napisane „po 4 miesiącu „?

MJ: 4 miesiące, a więc 17 tygodni, to ustalony przez naukowców w oparciu o badania naukowe minimalny wiek na to żeby podać dziecku coś oprócz mleka. Będzie to dla niego bezpieczne tzn nie spowoduje szkód zdrowotnych, nie doprowadzi do zwiększenia ryzyka alergii, niedożywienia itd. Prawo w UE pozwala sprzedawać żywność dla niemowląt nie wcześniej niż właśnie po 4 miesiącu życia. Stąd produkty w ten sposób oznakowane. Jeżeli producenci mogą sprzedawać takie produkty zgodnie z prawem, to oczywistym jest, że będą. Ale większość wytycznych mówi jednak o tym, żeby w pierwszym półroczu życia dzieci dostawały tylko mleko. Nie potrzeba im niczego więcej w tym okresie. Mowa oczywiście o zdrowym dziecku. Natomiast 6 miesięcy to też umowna granica – nie musi być to dokładnie 6 miesięcy co do dnia. Trzeba zwrócić uwagę również na sygnały gotowości dziecka – stabilną pozycję siedzącą (nie samodzielne siadanie tylko stabilność w pozycji siedzącej), wyciąganie rączek po jedzenie w tej pozycji, otwieranie buzi na widok łyżeczki albo produktu trzymanego w rączce, stabilne utrzymywanie głowy – to wszystko ma sens fizjologiczny – jeśli maluch jest w stanie zjeść pokarmy stałe, przeżuć i przełknąć kęs jedzenia to najprawdopodobniej będzie w stanie go też strawić i nie będzie miał problemu z jego wydaleniem. 

DM: Co jest złego w rozszerzaniu diety po 4. miesiącu? 

MJ: Trochę już o tym napisałam wyżej, wygląda na to że nie jest to zagrożenie dla zdrowia dziecka tak jak mogło by być we wcześniejszym okresie. Ale jeżeli rozszerzamy dietę niemowlaka po 4 miesiącu to przepada zalecane przez wiele stanowisk eksperckich wyłączne karmienie piersią przez pierwsze pół roku. Nawet wytyczne ESPGHAN obok zalecenia żeby rozpocząć rozszerzanie diety pomiędzy 17 a 26 tygodniem życia dziecka mówią, że celem powinno być karmienie wyłącznie mlekiem przez pierwsze pół roku życia dziecka. Dla mnie te wytyczne są niespójne ale niestety nie udało mi się jeszcze uzyskać informacji jakie dokładnie mogą być wskazania do rozszerzania diety niemowlaka przed końcem szóstego miesiąca życia. Szczególnie w sytuacji gdy dziecko fizycznie nie manifestuje tej gotowości. Dla mnie w praktyce oznacza to, że jeżeli rodzice decydują się na rozszerzanie diety przed końcem szóstego miesiąca życia dziecka to muszę pomóc im wybrać produkty i konsystencje które dla dziecka będą bezpieczne.  

DM: Ok. To przejdźmy już do żywienia. Od czego powinno się zacząć rozszerzanie diety niemowlaka?

MJ: Cóż,no nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi. Można zacząć od warzyw, można od produktów zbożowych, można zacząć od kawałka pieczywa albo owoców. Nie ma tu dokładnych wytycznych. Moim zdaniem ważne jest, żeby były to produkty początkowo raczej lekkostrawne (a więc nie naleśnik czy gulasz albo rosół domowy) i takie, które w tych niewielkich porcjach zjadanych przez dziecko będą niosły jak najwięcej wartości odżywczych – a więc gęste odżywczo i energetycznie. Szczególnie ważne w rozszerzaniu diety są dodatek tłuszczu (o którym często zapominamy – kilka kropli oliwy czy oleju rzepakowego do kaszy albo zupy) i podawanie produktów bogatych w żelazo (mięso, ryby, jajko, nasiona roślin strączkowych). Nie powinniśmy opierać diety niemowlaka tylko na warzywach i owocach bo są niskokaloryczne, oczywiście dobrze jest je codziennie podawać, nawet kilka razy dziennie, bo dziecko w ten sposób będzie poznawać smaki i konsystencje. Ale oprócz nich w diecie powinny być obecne produkty zbożowe (kasze, płatki, kaszki błyskawiczne ale niesłodzone, pieczywo itd.), produkty bogate w żelazo (codziennie) i dodatek tłuszczu.

DM: Prowadzisz warsztaty i propagujesz metodę BLW. Czemu ta metoda jest taka dobra? Jakie ma korzyści?

MJ: BLW to takie podejście do rozszerzania diety niemowlaka, które zakłada, że dziecko w pewnym momencie (zwykle mając właśnie właśnie około pół roku) osiąga taką gotowość (fizyczną, motoryczną) że może zacząć samodzielnie jeść nie tylko mleko, ale również produkty stałe. W Polsce mówi się o BLW jako „Bobas Lubi Wybór” i taki tytuł nosi książka Gill Rapley poświęcona temu zagadnieniu. Ale tak naprawdę BLW to „baby-led weaning” czyli rozszerzanie diety kierowane przez dziecko. Oznacza to, że niemowlę w swoim tempie rozszerza swoją dietę – uczy się samodzielnego jedzenia posiłków stałych, jednocześnie pijąc mleko mamy lub mieszankę według swoich potrzeb. Z czasem jego dieta zmienia się z mlecznej na stałą – taką jak u reszty rodziny. 
BLW jest tak popularne, że nie tylko można znaleźć mnóstwo stron internetowych i blogów poświęconych tej tematyce, ale też dostępnych jest wiele publikacji naukowych opisujących stosowanie oraz wpływ BLW na to jak kształtują się nawyki żywieniowe dziecka i jak zachowują się rodzice wybierający ten sposób rozszerzania diety. To co wiadomo na podstawie publikacji naukowych, to że BLW wiąże się niemal zawsze z dłuższym karmieniem piersią i mniej kontrolującym podejściem matki do tego jak je dziecko. Nie wiadomo tylko czy BLW tak działa, że mamy czują mniejszą potrzebę kontroli nad tym jak je dziecko czy raczej te mniej kontrolujące częściej decydują się na BLW. Wiadomo też, że BLW sprzyja kształtowaniu samoregulacji apetytu u dziecka i nie zwiększa ryzyka zakrztuszenia się pokarmem stałym. To dlatego, że niemowlęta mają płycej niż dorośli umieszczony punkt w którym zaczyna działać odruch wymiotny – u dorosłych jest to zwykle głęboko w gardle, u dzieci płytko w ustach. Dzięki temu nauka jedzenia stałych posiłków nie stanowi zagrożenia zakrztuszeniem. Jeśli kęs jedzenia znajduje się odrobinę za głęboko dziecko go odkrztusza i wypluwa. Zwykle taka reakcja ma miejsce w początkowym okresie rozszerzania diety a im częściej dziecko jada posiłki w kawałkach i o zróżnicowanej konsystencji tym szybciej uczy się jeść bez pojawiania się odruchu wymiotnego. Tak jak w wielu innych dziedzinach – praktyka czyni mistrza, a jedzenie kawałków i posiłków o zróżnicowanej konsystencji jest bardzo ważne dla rozwoju mięśni twarzy, które odpowiadają również za to jak dziecko będzie mówić.  

DM: A co z papkami? To zły wybór?

MJ: Nie zły, ale nie powinna to być jedyna forma podawania posiłków niemowlętom. Jest potrzebna jeśli z jakiegoś powodu rozszerzamy dietę niemowlęcia, które nie jest w stanie siedzieć stabilnie. Ale jeśli maluch już umie siedzieć przynajmniej z podparciem pleców, to ze względu na ćwiczenie mięśni twarzy o którym pisałam wcześniej, powinien dostawać posiłki o zróżnicowanej konsystencji i kawałki do samodzielnego jedzenia – nie surowe jabłko które jest twarde a które niemowlaki często dostają jako jeden z pierwszych produktów „do rączki”. To powinny być miękkie produkty – cząstki owoców, gotowanych warzyw, pieczywo, gotowany makaron czy miękkie mięso itp. Po to, żeby ćwiczyć żucie i gryzienie nie są potrzebne zęby tylko możliwość próbowania tych produktów  o których wspomniałam. I to nie tylko przy stosowaniu BLW. Zalecenie podawania kawałków i grudkowatego jedzenia  znajdują się w wytycznych żywienia wszystkich niemowląt. Zbyt długie podawanie samych papek może prowadzić do problemów z nauką żucia i gryzienia a w rezultacie do problemów z mówieniem w późniejszym okresie. Badania pokazują, że do 9-10 miesiąca wszystkie niemowlaki powinny już dostawać kawałki i posiłki o zróżnicowanej konsystencji a nie tylko papki. 

DM: Bardzo chciałam nauczyć moja córkę BLW. Ale niestety zbyt silna nadwrażliwość w jamie ustnej, odruchy wymiotne szybko sprawiły ze wróciłyśmy do papek i dopiero po skończonym roczku moja córka zainteresowała się jedzeniem branym do rączki. Gdzie pojawił się błąd? A może BLW nie jest dla każdego?

MJ: Są dzieci, które mają problemy natury logopedycznej, problemy z integracją sensoryczną, nadwrażliwości itd. Im może być trudniej nauczyć się radzenia sobie z inną konsystencją niż papki. I pamiętam z naszych rozmów, że taka sytuacja dotyczy Twojej Córeczki. Oczywiście te dzieci potrzebują bardziej indywidualnego podejścia i dodatkowej uwagi. Ale podawanie kawałków to nie jest od razu BLW tylko element rozszerzania diety który dotyczyć powinien każdego niemowlaka. Więc wskazane jest takie działanie, żeby każdy maluch zaczął je dostawać. W Waszej sytuacji nastąpiło to później, ale byliście pod opieką specjalistów którzy tą naukę wspomagali. Czasami jest to potrzebne i nie jest to żaden błąd, po prostu masz nieco bardziej wymagające dziecko :)

DM: A co ze słoiczkami? Wiadomo, ze lepiej samemu, ale matki nie zawsze mają czas gotować. Czy gotowe słoiczki to duże przestępstwo w diecie malucha?

MJ: Słoiczki i gotowa żywność to na pewno wygodne rozwiązanie i nie uważam, że korzystanie z niej jest przestępstwem. Ważne tylko, żeby wybierać ją rozważnie – niestety wiele gotowych produktów jest słodzonych (szczególnie kaszki i deserki) więc czytajcie składy. Jeżeli w kaszce dla półrocznego dziecka jest cukier, syrop glukozowo-fruktozowy albo maltodekstryna to nie jest to bezpieczny produkt dla niego. W diecie niemowląt i małych dzieci praktycznie wcale nie powinno być cukru i tego typu słodzideł. Pierwsze lata życia to czas programowania metabolizmu dziecka i preferencji smakowych. Jeżeli od początku dziecko dostaje regularnie podawane dawki cukru to ryzyko nadwagi, otyłości i chorób dietozależnych wzrasta znacznie. 
Warto też pamiętać, że celem rozszerzania diety jest włączenie dziecka do posiłków rodzinnych, więc powinno ono dostawać dostosowane do jego wieku posiłki z rodzinnego stołu a nie tylko gotową żywność. Trudno przyzwyczaić się do diety rodzinnej jedząc coś zupełnie innego. 

DM: Obserwujemy stale narastającą plagę nadwagi i otyłości u dzieci a wraz z tym insulinooporności, nadciśnienia, wysokiego cholesterolu a nawet cukrzycy. Z czego to wynika? 

MJ: Między innymi z tego jak dzieci są żywione. Niestety ryzyko nadwagi i otyłości a także większości chorób cywilizacyjnych rośnie kiedy dziecko jest karmione mlekiem modyfikowanym a taka sytuacja dotyczy znacznej większości dzieci w Polsce. Brakuje wsparcia dla rodziców a edukacją żywieniową zajmują się przede wszystkim producenci gotowej żywności.. Słodzone posiłki dla niemowląt są bardzo popularne i niestety często nawet zalecane przez lekarzy czy innych specjalistów. Trudno mi powiedzieć dlaczego. A przecież niemowlaki i małe dzieci mogą otrzymywać posiłki przygotowywane w domu, na rynku jest też wiele niesłodzonych i niesolonych gotowych posiłków dla niemowląt i małych dzieci. Dużą rolę odgrywa tu moim zdaniem marketing żywności, w początkowym okresie skierowany do rodziców i specjalistów (szczególnie mleka modyfikowane i żywność uzupełniająca) ale już kilkuletnie dzieci są podatne na reklamy – będą prosić rodziców o płatki śniadaniowe, które widziały w telewizji, słodki serek albo rogaliki reklamowane przez znanych sportowców i cukierki z witaminami. Teoretycznie reklamy nie powinny być kierowane do dzieci, ale w praktyce szybko zaczynają one dostrzegać „modne” produkty i domagać się ich, nawet jeśli w naszym domu tego na co dzień nie ma. 

DM: Co rodzic powinien zrobić żeby zadbać o zdrowie swojego dziecka? 

MJ: Zacząć od siebie! Dzieci uczą się obserwując dorosłych i inne dzieci w swoim otoczeniu. Jeśli rodzice odżywiają się źle a dziecku próbują wpoić zasady zdrowego odżywiania to prędzej czy później dziecko się zbuntuje i zacznie domagać się jedzenia tego co dorośli. Więc jeśli chcemy, żeby nasze dzieci jadły więcej warzyw to sami musimy zacząć je jeść, stawiać je na stole przy każdym posiłku i mieć codziennie w domu. Jeśli chcemy żeby piły wodę a nie słodzone napoje to sami powinniśmy pić wodę a nie colę czy słodzone oranżady.

DM: Wróćmy na chwilę do tematu laktacji. Dieta matki karmiącej. Ostatnio dość popularny temat. Jedne grupy matek mówią, że coś takiego nie istnieje i wręcz szczycą się tym, że jedzą pizzę 3 razy dziennie, hamburgery i frytki z McDonalds’a a druga grupa wpada w histerię gdy zobaczy na talerzu ciecierzycę lub kapustę (przecież dziecko będzie miało kolki!), nie zjedzą cytrusów, jajek, nabiału, glutenu.. (na wszelki wypadek, bo przecież dziecko nabawi się alergii!). Gdzie leży prawda?

MJ: Prawda jak zwykle leżu po środku ;) Dieta matki wpływać może tylko na niektóre składniki mleka – to kwestia fizjologii laktacji, mechanizmów powstawanie mleka i biochemii. Mleko powstaje w komórkach mlecznych – laktocytach. W dużej mierze zupełnie od zera właśnie w laktocycie (np. laktoza czyli główny cukier w mleku kobiecym, niektóre kwasy tłuszczowe i białka). Niektóre składniki są pobierane z krążenia matki na zasadzie transportu aktywnego przez błonę komórkową. A niektóre, szczególnie te rozpuszczalne w tłuszczach (np. witamina D, A, karotenoidy) będą bardziej podatne na wnikanie do mleka w zależności od tego jak dużo spożywa ich matka. Ale w uproszczeniu można powiedzieć, że mleko matki jest produkowane w składzie niezależnym od tego jak matka się odżywia.
Ale nie zgadzam się z tym, że matka karmiąca piersią może jeść wszystko. Faktycznie wpływ na jej mleko będzie bardzo niewielki albo żaden. Ale sposób odżywiania jest ważny dla samopoczucia i dobrego funkcjonowania organizmu. A czas karmienia piersią wymaga pewnego specjalnego podejścia żywieniowego przede wszystkim dlatego że zwiększa się zapotrzebowanie matki na kalorie i białko oraz niektóre mikroskładniki. Dobrze jest więc dbać o tzw. dobrą dietę dla swojego zdrowia i dobrego samopoczucia a nie ze względu na skład mleka.

DM: Czy są jakiekolwiek zalecenia do eliminacji niektórych produktów w diecie matki karmiącej? 

MJ: Samo karmienie piersią nie jest wskazaniem do tego żeby ograniczać spożycie jakiejś grupy pokarmów. Jeżeli pojawiają się objawy alergii i naprawdę da się połączyć objawy u dziecka ze spożyciem białek mleka krowiego u matki to stosuje się zwykle test karencji – wyklucza mleko krowie z diety mamy (wszystkie jego formy i również te białka mleka które są ukryte w składzie różnych produktów np. pieczywa, wędlin, gotowej żywności itd.) na okres około 3 tygodni. Ale później jest pora na to żeby te białka mleka znowu do diety wprowadzić i sprawdzić czy u dziecka pojawia się lub nasila reakcja alergiczna. W idealnym świecie ten cały proces powinien odbywać się pod opieką alergologa lub lekarza pediatry, a w praktyce niestety różnie z tym bywa. Czasami matki dostają zalecenia eliminowania nabiału z diety po tym jak na buzi dziecka wyskakują trzy krostki albo płacze wieczorem. Podkreślam też, że mówię tu ciągle o alergii lub nadwrażliwości na białka mleka krowiego. Unikanie laktozy w diecie mamy karmiącej nie ma sensu bo laktoza jest cukrem występującym w mleku wszystkich ssaków, również ludzkim. Nie ma znaczenia ile produktów mlecznych zjecie, laktoza w naszym mleku jest na stałym poziomie a nietolerancja laktozy u dzieci zdarza się bardzo, bardzo rzadko i jest poważną chorobą która zwykle jest wykrywana w pierwszych dniach po porodzie bo noworodek nie jest w stanie wtedy przyjmować dieta swojej mamy.

DM: Na koniec: co byś zaleciła rodzicom walczącym z nadwagą u swoich dzieci? Czy ciężko jest zmienić nawyki u dzieci?

MJ: Zmiana nawyków powinna dotyczyć rodziny a nie tylko dziecka. Każdy, kto kiedykolwiek próbował się odchudzać albo zmienić dietę na lepsze wie, jak ważne jest wsparcie otoczenia, szczególnie rodziny. Dla dziecka jest to szczególnie ważne. Myślę, że bez poprawy sposobu odżywiania całej rodziny trudno będzie osiągnąć długotrwały pozytywny efekt u dziecka.   

Dziękuję za wywiad!

Z Małgorzatą Jackowską rozmawiała Dominika Musiałowska

 

Fundacja Insulinooporność